Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Fantastyczne podróże: My z kosmosu

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
Arnold Mostowicz i nie tylko

Konrad Wągrowski

Fantastyczne podróże: My z kosmosu

Arnold Mostowicz i nie tylko
Kilka dni temu prasa i telewizja podały wiadomość o śmierci Arnolda Mostowicza. Nie była to ważna wiadomość, nie na pierwszą stronę, czy na początki programów informacyjnych, ale kilka słów większość mediów poświęciło zmarłemu. W życiorysie podkreślano pobyt w getcie, zaangażowanie w Stowarzyszeniu Żydów-Kombatantów i w Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, działalność publicystyczną i społeczną. Prawie nigdzie (poza maleńką wzmianką w „Gazecie Wyborczej”) nie powiedziano o panu Mostowiczu tego, z czym mi się kojarzył raczej dość jednoznacznie. A dla mnie zawsze był on autorem książki „My z kosmosu” i kilku innych pozycji o paleoastronautyce i ufologii, a także współscenarzystą serii komiksów „Według Daenikena” z rysunkami Bogusława Polcha. Czym jest ufologia nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, ale podejrzewam, że nie każdy kojarzy znaczenie słowa paleoastronautyka, które raczej wyszło z użycia. Oznacza ono wszelkie teorie oparte na twierdzeniu, że Ziemię w minionych tysiącleciach odwiedzali przybysze z kosmosu, być może nawet sterując rozwojem ludzkiej cywilizacji, a nawet nakierowując ewolucję na naszej planecie na właściwe tory. Teorie te powszechnie nazywane są obecnie teoriami daenikenowskimi od nazwiska ich głównego popularyzatora, Szwajcara Ericha von Daenikena.
W latach 80-tych, gdy poznawałem historie o gościach z kosmosu, nie było tak wiele na ten temat literatury dostępnej na polskim rynku. Wydano jedną tylko chyba książkę Daenikena „Wspomnienia z przyszłości”, ale poza tym zapoznać można się było jedynie z działami polskich autorów. Był wśród nich Lucjan Znicz ze swoją serią „Goście z kosmosu”, która doczekała się 7, jeśli nie 8 tomów obejmujących nie tylko paleoastronautykę, ale również ufologię, zagadkę Trójkąta Bermudzkiego i meteorytu tunguskiego. O Trójkącie Bermudzkim pisał Lech Niekrasz, o UFO Zbigniew Blania-Bolnar, wydano jeszcze kilka innych książek. Wszystkie te tematy Arnold Mostowicz zebrał w „My z kosmosu”, później opublikował jeszcze „O tych co z kosmosu”, gdzie z kolei streścił szereg nie wydanych w Polsce zachodnich pozycji o wpływie kosmitów na nas – temat stał się bardzo popularny na całym świecie. W latach dziewięćdziesiątych pojawiły się kolejne książki Mostowicza m.in. „Spór o synów nieba” i „Zagadka Wielkiej Piramidy”. Nie da się ukryć, że najciekawszą pozycją z tego cyklu, pisaną z ogromną pasją, niebywale wciągającą i intrygującą była właśnie książka Arnolda Mostowicza „My z kosmosu”
Płyta z Palenque
Płyta z Palenque
Dla młodego chłopaka, ucznia szkoły podstawowej, tematyka ta była fascynująca. Opowieści o przybyszach z innych planet odwiedzających Ziemię – to czytało się jak fantastykę naukową, z dodatkowym dreszczykiem wynikającym z faktu, że to miała nie być fikcja – lecz fakty. Chłonąłem wiec z zapartym tchem opowieści o afrykańskim plemieniu Dogonów, znającym system Syriusza lepiej niż współcześni astronomowie, o tajemniczych rysunkach na peruwiańskiej pustyni Nazca, widocznym w całości tylko z dużej wysokości, o zagadkowych właściwościach egipskich piramid, o Kryształowej Czaszce, na wykonanie której miało być potrzeba 300 lat, o kamieniach z Ica, na których rysunki przedstawiały walki ludzi z dinozaurami i chirurgiczne operacje sprzed kilku tysięcy lat, o płycie z Palenque w Meksyku, na której każdy rozsądnie myślący człowiek musiał zobaczyć pilota kierującego jakimś latającym pojazdem (spostrzegawczy obserwatorzy mogli ostatnio zobaczyć płytę z Palenque w reklamie piwa Redd’s – oczywiście w wersji lotniczej…). Czytałem o zaginionych lądach (Atlantydzie, Mu, Pacyfidzie), na których rozwój cywilizacyjny miał być daleko większy niż gdzieś indziej w czasach im współczesnych. Poznawałem nowe interpretacje opowieści w księgach staroindyjskich i Biblii, które to miały opisywać nie bogów, ale właśnie być świadectwem dawnych odwiedzin na Ziemi przybyszów z innych planet, których zaawansowanie techniczne czyniło z nich istoty boskie wobec mieszkańców naszego globu sprzed paru tysięcy lat. Takie istoty nie tylko demonstrowały przed ludźmi swą technikę, ale również inspirowały ich do rozwoju cywilizacyjnego i duchowego.
W owym czasie byłem gotów bronić tych teorii z dużym zaangażowaniem. Dla młodego chłopaka nie było luk w rozumowaniu Daenikena i innych popierających go publicystów – dowody wydawały się niepodważalne, krytycy byli ludźmi zaślepionymi, bez horyzontów, nie mogący się wyzwolić z przyjętych przez naukę schematów.
Później oczywiście przyszło otrzeźwienie. Kierowała nim jedna myśl: jeśli rzeczywiście Oni byli u nas, tak szerokie były ich działania, tak częste odwiedziny, tak ważne cele – dlaczego ślady Ich pobytu są jednak tak iluzoryczne, dlaczego dowody są raczej pośrednie, wynikające z dzieł niewątpliwie ludzkich, dlaczego nie pozostał żaden stuprocentowo pewny dowód, coś materialnego, co przecież przy zakładanej aktywności Obcych powinno na Ziemi pozostać. Do tego dochodzi brzytwa Ockhama – niewątpliwie w historii ludzkości istnieje wiele zagadek, ale czy naprawdę w celu ich wyjaśnienia musimy sięgać po Przybyszy z Innych Planet?
Ale mimo wszystko sięgam nadal po te książki chętnie i czytuję z przyjemnością, a także, niezależnie od faktów, oceniam działalność Ericha von Daenikena i innych autorów pozytywnie. Po pierwsze – tak jak wspomniałem, teorie te są wspaniałymi inspirującymi opowieściami i choćby dlatego, dla czystej rozrywki, warto po nie sięgać. Ale przede wszystkim paleoastronautycy odwołują się do dziejów ludzkości, do nauki, kultury, sztuki, mitologii. Dzięki nim można się zainteresować cywilizacjami Majów, Inków, mitologią Indii, Egiptu, Japonii. Dowiedzieć się, z czego słynie Wyspa Wielkanocna, kto pisał o Atlantydzie, co można wyczytać w Mahabharacie. A jeśli idzie za tym otwarty, lecz krytyczny umysł i chęć poszerzania wiedzy, to kto wie, czy to nie Daeniken będzie mógł przyznać sobie największą zasługę zwiększenia zainteresowania starożytną kulturą wśród ludzi współczesnych.
A poza tym pozostaje jednak pewna leciutka wątpliwość – bo oglądając reprodukcję płyty z Palenque naprawdę nasuwa się tylko jedna interpretacja, a czytając widzenie proroka Ezechiela, zaczynamy się zastanawiać, czy na pewno widział on boży rydwan…
koniec
1 lutego 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Dawna cerkiew w Chyrowej<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 8: Chyrowa – Bartne
Marcin Grabiński

27 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 8 jest nią H jak Hałbowska Przełęcz. A także jak (C)Hyrowa raz pisana przez samo H, raz przez CH. W poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się dlaczego uczniowie na dyktandach są torturowani dwoma zapisami tego samego (wydawałoby się) dźwięku.

więcej »
Drzewo genealogiczne książąt pomorskich; rycina, 1608<br/>W zbiorach Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego<br/>fot. za zbc.ksiaznica.szczecin.pl

Korzenie: Drzewo genealogiczne, cz.1: W górę, w dół i na boki
Wojciech Gołąbowski

25 XI 2020

Zaczyna się niewinnie. Po krótkim opisaniu siebie dodajesz rodziców, rodzeństwo, może dzieci. Dziadków. Szwagrów, ciocie, wujków, kuzynostwo. Ani się spostrzeżesz, twoje drzewo genealogiczne jest tak duże, że nie mieści się na pojedynczej kartce.

więcej »
Drewniane figury pod Rymanowem Zdrój – lekcja tolerancji<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
Marcin Grabiński

20 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 7 jest nią Z jak Zdrój. Dzisiaj poznamy odpowiedź na dylemat dręczący nas od podstawówki – po co nam ‘H’ i ‘CH’ skoro brzmią tak samo?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.