Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Esensja.pl
Esensja.pl
Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.
Pierwszy poziom ekspozycji<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy poziom ekspozycji
fot. Agnieszka Szady
Muzeum mieści się w stojącej w narożniku placu samotnej wieży zegarowej: miała ona być dzwonnicą kościoła, jednak na skutek śmierci cesarzowej Marii Teresy, która obiecała zasponsorować inwestycję, nie wybudowano go. W czasach austriackich budowla pełniła funkcję obserwacyjną, której pośrednią kontynuacją jest istniejący na szczycie punkt widokowy, zaopatrzony w zdjęcia widocznej zeń panoramy z podpisanymi najważniejszymi budynkami. Ja miałam to szczęście, że wraz z koleżankami zwiedzałyśmy Przemyśl z przewodnikiem (pozdrowienia dla wspaniałej Stanisławy!), więc usłyszałyśmy obszerne wyjaśnienia dotyczące historii każdego zabytku.
„Lubię widzieć dymek siwy,
Jak się wznosi z twego łona
Ludzkich losów obraz żywy
Buja, wije się i kona”.
Fragment wiersza Franciszka Kowalskiego o fajce, wypisanego skomplikowanym zawijasem na ścianie jednego z pięter muzeum.
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze<br/>fot. Agnieszka Szady
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze
fot. Agnieszka Szady
Fajki produkowano w Przemyślu już w latach 70. XIX wieku, natomiast na szerszą skalę manufakturę rozwinął przybysz z Czech – Wincenty Swoboda, ożeniony z tutejszą panną. Jako tokarz z wykształcenia, wyrabiał wszystko z drewna, i tak też do dziś powstają przemyskie fajki. W muzeum można kupić niedrogie, proste modele, za jedyne 400 złotych; te bardziej luksusowe potrafią kosztować i trzy razy tyle. Rzemieślnicy nazywani są fajkarzami, w odróżnieniu od fajczarzy, którzy z ich dzieł korzystają. W wielu miastach, m.in. w Poznaniu, organizowane są zawody w pykaniu fajki: w przeciwieństwie do tego, z czym się na ogół kojarzą zawody, polegają na tym, żeby zrobić coś nie najszybciej, ale najwolniej. Zwycięzcą zostaje bowiem ten, kto najdłużej spala określoną porcję tytoniu.
Dla miłośnika fantasy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dla miłośnika fantasy
fot. Agnieszka Szady
Podobno najsmaczniejsze fajki produkuje się z korzenia wrzośca – legenda mówi, że na ten pomysł wpadł adiutant Napoleona, kiedy cesarz w czasie działań wojennych zgubił fajkę i trzeba mu było szybko skombinować następną. Główki fajek mogą być zrobione z bardzo rozmaitych materiałów: drewna, gliny, porcelany, metalu albo łatwego w obróbce minerału zwanego morską pianką. W muzeum można podziwiać wszystkie typy. Z metalu były robione (lub przynajmniej nim okuwane) ozdobne fajki „zbójnickie” z charakterystyczną przykryweczką, zwaną kapturkiem. Drewniane z kolei mają najbardziej fantazyjne kształty: od smoczej łapy poprzez popiersia Piłsudskiego i innych słynnych osób, aż po piecyk typu koza. Nie wątpię, że gdzieś w świecie istnieją też fajki z motywami gwiezdnowojennymi.
Naturalne piękno<br/>fot. Agnieszka Szady
Naturalne piękno
fot. Agnieszka Szady
Ceramiczne główki ozdobione jakimś sielskim obrazkiem obyczajowym lub myśliwskim były popularne w fajkach żołnierskich – obejrzałyśmy całą ich kolekcję wydobytą przy pracach archeologicznych w Twierdzy Przemyśl. W niemieckim i austriackim wojsku istniało nawet coś takiego, jak fajka rezerwisty, kupowana ze składek lub specjalnego funduszu, i ofiarowywana wiarusowi na pożegnanie. Były to istne giganty, nawet metrowej długości! Czy raczej wysokości, ze względu na pionowy układ. Cybuch zdobiono włóczkową kitką oraz figurkami koni i innych motywów związanych z tradycją danego regimentu lub ogólnie z wojskiem, zaś malunki na główce były – dzięki jej rozmiarowi – wyjątkowo bogate.
Dzwony i dzwonki<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwony i dzwonki
fot. Agnieszka Szady
W kolekcji muzeum znajdują się też bardzo oryginalne fajki wodne oraz indiańskie kalumety, sprezentowane przez rozmaitych podróżników. Zresztą większość kolekcji pochodzi z darowizn. Na ścianach wiszą reprodukcje XIX-wiecznych reklam fajek i tytoniu oraz obrazów przedstawiających palaczy.
„Już płyn w ziemi, towarzysze!
Forma szczęśliwie nalana.
Ale czy skutek dopisze?
Bywa klęska niespodziana:
Gdy spiż zdradzi,
Formę rozsadzi
Ach! częstokroć w jednej chwili
Szczęście błyśnie i omyli”.
Dzwon z herbem Przemyśla<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwon z herbem Przemyśla
fot. Agnieszka Szady
„Pieśń o dzwonie” Fryderyka Schillera jest w całości zacytowana na jednej z wiszących na ścianach tablic. Inne przedstawiają poszczególne etapy produkcji dzwonu, a także zdjęcia dzwonów okrętowych i informacje o ich historii i zastosowaniu.
Prawdziwe dzwony w muzeum występują w postaci modeli ukazujących procedurę odlewania, a także kilkunastu zabytkowych, niekiedy uszkodzonych w wyniku wojny. Ponieważ mniej więcej 90% zwiedzających koniecznie usiłuje jakimś dzwonem zadzwonić, w ekspozycji umieszczono specjalnie dla nich nowy, którego wolno dotykać i kołysać nim. Jest nieduży i ścianki ma cienkie, aby nie wydawał przesadnie głośnego dźwięku, co w zamkniętym pomieszczeniu byłoby mordercze.
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię
fot. Agnieszka Szady
To, co napisano na tablicach, dwa dni później miałyśmy okazję zobaczyć, a nawet dotknąć. Ludwisarnia rodziny Felczyńskich z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie: mieści się w przybudówkach starej kamienicy niemal w centrum w Przemyśla. Oprowadzała nas przemiła pani Urszula, prawnuczka mistrza Jana, który w 1948 roku rozpoczął działalność w tym właśnie miejscu, kontynuując dziedzictwo rodziny sięgające początków XIX wieku.
Obejrzałyśmy kolejne etapy produkcji, najpierw niewielki warsztat, gdzie powstają zdobienia. Formy do najczęściej powtarzanych napisów i wzorów (godła, krzyże, kiście winogron, anioły i tak dalej) zajmują cały regał, a dla wzorów nietypowych firma ma drukarkę 3D. Zdobienia wykonywane są metodą wosku traconego: najpierw formuje się wybrany element, przykleja do glinianej kopuły za pomocą… masła, a następnie delikatnie nanosi kolejne warstwy gliny, w której po wypaleniu odciśnie się negatyw wzoru. Glina na formy dzwonów, jak od wieków, utwardzana jest końskim nawozem. To połączenie tradycji z najnowszą technologią uważam za wyjątkowo urokliwe.
Formowanie rdzenia<br/>fot. Agnieszka Szady
Formowanie rdzenia
fot. Agnieszka Szady
Dzwon wysokości około półtora metra waży mniej więcej 600 kilogramów. Grubość ścianek ma wpływ na dźwięk, więc zdobienia mogą być umieszczane tylko w pasie odpowiednio odległym od szczytu i dolnego rozszerzenia. Im grubsze ściany, tym bogaciej mogą być dekorowane. Firma ma zamówienia z całego świata, od Meksyku po Japonię; kilka miesięcy temu odlali dzwon dla buddyjskiej świątyni w Birmie, po którym na półce pozostała figurka stylizowanego lwa, który posłużył jako wzór do wykonania korony, czyli „ucha”, za które dzwon jest zawieszony. Korona składała się z czterech takich stworów.
Nanoszenie dekoracji<br/>fot. Agnieszka Szady
Nanoszenie dekoracji
fot. Agnieszka Szady
Potem przeszłyśmy do odlewni, gdzie stały i wisiały dzwony oraz formy we wszystkich stadiach, od toczonego na kole garncarskim trzonu, aż po dzwon parę dni wcześniej wydobyty z dołu. Produkcja wygląda bowiem tak samo, jak setki lat temu: glinianą formę umieszcza się w wykopanym dole, przysypuje ziemią, którą trzeba porządnie ubić, i przez otwór w formie wlewa się stop z dużego pieca. Wydobywanie ostygniętego dzwonu odbywa się w soboty i nie mogą w nim uczestniczyć kobiety (w każdym razie taka jest tradycja).
Dół odlewniczy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dół odlewniczy
fot. Agnieszka Szady
Przed wejściem, na rampie ładowniczej, stał duży dzwon przygotowany do oczyszczenia i wypolerowania, oraz trzy mniejsze, zapakowane już w folię do transportu, z wypisaną markerem wagą i miejscem przeznaczenia. Dzwon na oko czterdziestocentymetrowej wysokości waży 150 kg. Te wypolerowane nie bardzo mi się podobały, takie błyszczące, że aż kiczowate. Nieoczyszczony wyglądał dostojniej i jakoś bardziej prawdziwie.
Tu się dzwony poleruje<br/>fot. Agnieszka Szady
Tu się dzwony poleruje
fot. Agnieszka Szady
Do kompletu powinnam jeszcze zwiedzić i opisać którąś z lokalnych manufaktur fajczanych, jednak nie starczyło na to czasu, bo w planach był jeszcze Sanok i Rzeszów z fascynującymi muzeami. A więc, jak mawiają anglojęzyczni prezenterzy, stay tuned!
koniec
27 września 2020

Komentarze

04 XI 2020   16:18:56


TAM JEST ŚWIETNIE!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Drzewo genealogiczne książąt pomorskich; rycina, 1608<br/>W zbiorach Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego<br/>fot. za zbc.ksiaznica.szczecin.pl

Korzenie: Drzewo genealogiczne, cz.1: W górę, w dół i na boki
Wojciech Gołąbowski

25 XI 2020

Zaczyna się niewinnie. Po krótkim opisaniu siebie dodajesz rodziców, rodzeństwo, może dzieci. Dziadków. Szwagrów, ciocie, wujków, kuzynostwo. Ani się spostrzeżesz, twoje drzewo genealogiczne jest tak duże, że nie mieści się na pojedynczej kartce.

więcej »
Drewniane figury pod Rymanowem Zdrój – lekcja tolerancji<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
Marcin Grabiński

20 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 7 jest nią Z jak Zdrój. Dzisiaj poznamy odpowiedź na dylemat dręczący nas od podstawówki – po co nam ‘H’ i ‘CH’ skoro brzmią tak samo?

więcej »
Widok ogólny<br/>fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Roosevelt jest królem, a czołg skoczkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

15 XI 2020

Było pochmurno i wietrznie, a obszerny, nowoczesny budynek Centrum Kultury Filmowej wyglądał na całkowicie opustoszały. Echo naszych kroków odbijało się od ścian, kiedy – kierując się przyklejoną do ściany kartką ze strzałką – schodziłyśmy do piwnicy. Wkrótce ciemność pochłonęła wszystko, a włącznika światła na ścianie jakoś nie dało się namacać.

więcej »

Polecamy

GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa

Włóczykije:

GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 6: pod Tokarnią - Wisłoczek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 5: Duszatyn – pod Tokarnią
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 4: Cisna – Duszatyn
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne
— Marcin Grabiński

Główny Szlak Beskidzki – prolog
— Marcin Grabiński

Mount Kosciuszko
— Marcin Grabiński

W poprzek Tatr
— Marcin Grabiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Roosevelt jest królem, a czołg skoczkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wieś, która odpływa w przeszłość
— Beatrycze Nowicka

Bliskie spotkania krowiego stopnia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A z jakiego to filmu?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zamek, choć nie zamek
— Wojciech Gołąbowski

Mieszkać na swoim
— Wojciech Gołąbowski

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.