Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: Główny Szlak Beskidzki – prolog

Esensja.pl
Esensja.pl
Cytując klasyka, „po 40-stce człowiek wie na co stać go na co nie”. 40 lat spędzone głównie na siedząco, spora nadwaga i ogólna ’nieruchawość’. Aż nagle, 4 lata temu, coś się zmienia, zaczynam regularnie chodzić po górach, z czasem ubywa 20kg i teraz w weekendy trudno mi usiedzieć w domu. Pamiętam pierwszą wyprawę, czerwiec 2016 i Barania Góra, wejście od Białej Wisełki. Serce wali jak szalone, ciężko oddech złapać. Po powrocie dwa dni zakwasów… A teraz +30km w górach jest do przejścia – nie dochodzę do celu na czworakach i następnego dnia mogę przejść kolejnych -dzieścia km. Kiedyś w słotny dzień nie ruszyłbym się z domu, w minioną sobotę wybrałem się na Małą Babią Górę wiedząc, że będzie padać.

Marcin Grabiński

Włóczykije: Główny Szlak Beskidzki – prolog

Cytując klasyka, „po 40-stce człowiek wie na co stać go na co nie”. 40 lat spędzone głównie na siedząco, spora nadwaga i ogólna ’nieruchawość’. Aż nagle, 4 lata temu, coś się zmienia, zaczynam regularnie chodzić po górach, z czasem ubywa 20kg i teraz w weekendy trudno mi usiedzieć w domu. Pamiętam pierwszą wyprawę, czerwiec 2016 i Barania Góra, wejście od Białej Wisełki. Serce wali jak szalone, ciężko oddech złapać. Po powrocie dwa dni zakwasów… A teraz +30km w górach jest do przejścia – nie dochodzę do celu na czworakach i następnego dnia mogę przejść kolejnych -dzieścia km. Kiedyś w słotny dzień nie ruszyłbym się z domu, w minioną sobotę wybrałem się na Małą Babią Górę wiedząc, że będzie padać.
Mural pod sufitem schroniska PTTK na Hali Łabowskiej – początek/koniec szlaku GSB w Wołosatem
Mural pod sufitem schroniska PTTK na Hali Łabowskiej – początek/koniec szlaku GSB w Wołosatem
O Głównym Szlaku Beskidzkim
W tym roku zrealizowałem projekt przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego. To najdłuższy ciągły szlak pieszy w Polsce. Prowadzi od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim (lub odwrotnie, jak chcą puryści tego szlaku – był projektowany od zachodu; przy okazji polecam obszerny artykuł nt. historii tego szlaku). 499km przez Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Śląski (i jeszcze Pogórze Bukowskie i Pogórze Orawsko-Jordanowskie, gwoli poprawności grograficznej). Ponad 22 000 metrów sumy podejść. Oto Główny Szlak Beskidzki, sprofilowany od wschodu:
Cykl artykułów
Przez najbliższe 21 tygodni będę na łamach Esensji relacjonował poszczególne etapy. Moje przejście GSB to nie tylko wysiłek fizyczny i udowadnianie czegoś sobie. GSB jest szlakiem, które obfituje w ciekawostki krajoznawcze. Są miejsca gdzie Historia przez duże H splata się z tą małą historią lokalnych społeczności. Jestem ciekawy świata i wykorzystałem każdą okazję do poszerzenia wiedzy o „Polsce małych ojczyzn”. Tu warto zaznaczyć, że moje przejście w 21 dni jest stosunkowo długie (w tej chwili mój znajomy kończy ten szlak i pewnie zmieści się w 13-14 dniach…) – ze średnią ok. 24km/dzień miałem sporo czasu na zatrzymywanie się przy licznych tabliczkach informacyjnych. Robiłem zdjęcia, a poźniej już w domu szukałem informacji uzupełniających.
Całość umieściłem na Blogu Włóczykijów, który powstał z myślą o udokumentowaniu mojego przejścia GSB 2020 (w międzyczasie blog rozrósł się i oprócz opisu GSB mam sekcje „Poznaj swój Kraj”, w której opisuję 1-2 dniowe wycieczki w Polsce i „bliskiej zagranicy”, zorganizowane przeze mnie dla znajomych oraz „Cały ten świat”, gdzie w miarę wolnego czasu umieszczam wpisy dotyczące miejsc na świecie które dane mi było odwiedzić.). Mam opis i zdjęcia każdego etapu, tworzone na gorąco, najczęściej w schronisku kończącym dany odcinek oraz serie „Szczyt Dnia” i „Literka Sponsor”. Ta ostatnia to próba zebrania ciekawych historii związanych z danym etapem. Czasem te historie ciągną się przez kilka etapów, czasem są to ciekawostki związane z konkretnym miejscem. Niniejszy cykl w ramach Esensji będzie zbierał wszystko co najważniejsze w 21 artykułów, po jednym na etap, ze szczególnym naciskiem na lokalne historie.
Pomysł
Grudzień 2019. Spędzam święta w Pokrzywnej (Góry Opawskie). Z braku innych gór, trzy dni z rzędu wchodzę na Biskupią Kopę. Trasy krótkie, ludzi mało, więc w schronisku mam czas na przeczytanie wszelakich tabliczek informacyjnych. I dowiaduję się, że Biskupia Kopa jest na Głównym Szlaku Sudeckim. I świta myśl, żeby przejść cały szlak. Tylko świta, bo za chwilę zmienia się w pomysł przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego – jest mi bliższy. Część zachodnią Beskidów dość dobrze znam, poza tym jestem w trakcie planowania majówki w Bieszczadach, więc pomysł zaczyna się spinać i powstaje zgrubny plan.
W styczniu 2020 plan się konkretyzuje. Buduję go wokół trzech założeń:
  1. W związku z tym, że do tej pory najdłuższe moje wędrówki były 3-4 dniowe, ale zawsze z powrotem na noc do bazy, GSB przejdę częściowo odcinkowo, z doskoku – a częściowo jednym ciągiem. Po prostu nie jestem pewien czy dam radę iść ~20 dni bez przerwy.
  2. Idę ze wschodu na zachód. Głównie dlatego, że planowana majówka w Bieszczadach będzie dobrą inauguracją, ale potem dołożyłem wątek celowości. Otóż zaraz po II WŚ mój dziadek przeszedł z wciąż niespokojnych Bieszczad na Śląsk na piechotę. Nie szedł oczywiście górami, bardziej wzdłuż obecnej DK94. Trochę naciągając, przejście GSB ze wschodu na zachód będzie upamiętniało 75-tą rocznicę wędrówki dziadka.
  3. Nocuję w schroniskach/pensjonatach. Tu warto wtrącić, że (chyba zdecydowana) większość „GSB-owiczów” idzie z namiotami i biwakuje po drodze. To dodaje aspektu przygody. Ale ja postanawiam „spać w czystej pościeli i świeże mleko pić”. Jest to oczywiście ułatwienie – głównie ze względu na mniejszą wagę plecaka. Ale z drugiej strony sprawia, że każdy dzień staje się realizacją planu – bo trzeba dojść do konkretnego miejsca.
Planowanie
W tym samym czasie udało mi się odnowić kontakt ze „starymi znajomymi” z Chorzowa, związanymi z Wisłoczkiem. A Wisłoczek to świetna baza do przejścia odcinków GSB znajdujących się w Beskidzie Niskim. Jedna dłuższa kawa i plan nabiera rumieńców – w maju dwa etapy w Bieszczadach, potem seria weekendowych wypadów do Wisłoczka i przejście 8 etapów aż do Krynicy. No i wreszcie urlop z plecakiem – 258km z Krynicy do Ustronia, 11 dni z noclegami w schroniskach.
Potem nastaje COVID i związane z tym ograniczenia. Majówkę trzeba przełożyć, ale plan będzie realizowany. Powstaje skoroszyt z datami, konkretnymi trasami, miejscami noclegu. Lubię planowanie. To jedna z większych przyjemności związanych z wędrowaniem. Epidemia powoduje tylko jedną niedogodność – moim pierwszym etapem będzie odcinek nr 3 z mojego planu: Smerek–Cisna. A początek GSB będzie dopiero po odcinku nr 8. Trochę nie po kolei, ale uznaję, że może być. Na rok 2021 planuję przejście „klasyczne”, czyli bez powrotów do domu i tym razem z zachodu na wschód.
Plan – w kolejności geograficznej – jest taki:
  • Etap 1: Wołosate–Ustrzyki Górne
  • Etap 2: Ustrzyki Górne–Smerek
  • Etap 3: Smerek–Cisna
  • Etap 4: Cisna–Duszatyn
  • Etap 5: Duszatyn–Przełęcz pod Tokarnią
  • Etap 6: Przełęcz pod Tokarnią–Wisłoczek
  • Etap 7: Wisłoczek–Chyrowa
  • Etap 8: Chyrowa–Bartne. Natura weryfikuje ten plan – burza i inne „atrakcje” zmuszają mnie do zejścia ze szlaku i w konsekwencji odcinek 8 realizuję w dwóch kawałkach:
    • Etap 8a: Chyrowa–nad Przełęczą Hałbowską
    • Etap 8b: nad Przełęczą Hałbowską–Bartne
  • Etap 9: Bartne–Ropki 
  • Etap 10: Ropki–Krynica Zdrój
  • Etap 11: Krynica Zdrój–Hala Łabowska
  • Etap 12: Hala Łabowska–Przehyba
  • Etap 13: Przehyba–Krościenko
  • Etap 14: Krościenko–Turbacz 
  • Etap 15: Turbacz–Skawa
  • Etap 16: Skawa–Hala Krupowa 
  • Etap 17: Hala Krupowa–Markowe Szczawiny 
  • Etap 18: Markowe Szczawiny–Hala Miziowa 
  • Etap 19: Hala Miziowa–Węgierska Górka 
  • Etap 20: Węgierska Górka–Stożek 
  • Etap 21: Stożek–Ustroń 
Końcowe refleksje
Ten artykuł to prolog do serii, ale pozwolę sobie zamieścić spoiler i podzielić się refleksjami powstałymi już po przejściu całego szlaku. Z jednej strony nie ma się czym chwalić – ukończyłem cały szlak przez wakacje, ale tylko połowę przewędrowałem jak należy, dzień po dniu. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę moją przeszłość, nadwagę i braki kondycyjne – jestem z siebie dumny. 45 lat i po raz pierwszy w życiu przygoda z plecakiem w górach.
Wędrówka z plecakiem to domena młodości. Ja – w przeciwieństwie do chyba większości spotkanych na szlaku – nie byłem aktywny jako nasto- czy 20-latek. Owszem, zdarzały się pojedyncze wypady w góry, ale każda Barania, Śnieżka czy Pilsko były okupione 2-3 dniami zakwasów. Nie uprawiałem żadnego sportu, trudno mówić o jakiejkolwiek regularnej aktywności fizycznej. O wędrowaniu kilka dni z rzędu z plecakiem nawet nie myślałem. 20kg temu wiele rzeczy wydawało się niemożliwych, nie dla mnie.
I w takim kontekście każdy kilometr Szlaku smakuje podwójnie. A kilometry przebyte dodatkowo, po dniu na szlaku – po to by wejść na Babią na zachód słońca, w kolejny wieczór na Pilsko i jeszcze następnego dnia znowu na Pilsko na wschód słońca – smakują jak najlepsze lody. I pomimo pewnej dumy z osiągnięcia celu nie dominuje uczucie wyczynu. Jeśli miałbym określić przejście jednym słowem, będzie to WDZIĘCZNOŚĆ. Dominująca jest wdzięczność Bogu.
Wdzięczność za brak kontuzji, odcisków, otarć, które mogły mnie wyeliminować z dalszego wędrowania. Wdzięczność za widoki, wschody i zachody słońca, za wodę z górskiego strumyka, za obfitość leśnych owoców, ludzi spotkanych po drodze. A przede wszystkim za nowe spojrzenie na życie.
Jestem wdzięczny za zdrowe kolana i serducho. Jestem wdzięczny za pogodę – za pochmurne niebo, gdy przechodziłem Rabkę i Jordanów. Za piekące słońce, które wysuszyło szlak pod Baranią Górą i Pilskiem. Za mgły i mżawki w Beskidzie Niskim. Za perfekcyjną temperaturę w Bieszczadach i Beskidzie Sądeckim.
Jest też wdzięczność dla ludzi. Przede wszystkim dla znajomych z Wisłoczka, dzięki którym skomplikowana logistycznie operacja przejścia Beskidu Niskiego „z doskoku” stała się logiczną układanką. Jestem wdzięczny Robertowi, Bogdanowi i Jonaszowi za kilka odcinków przewędrowanych razem. Jestem wdzięczny pani Ludmile ze schroniska pod (C)Hyrową, właścicielom agro z Latarni Wagabundy i Dworu Rajdany za elastyczność i pomocną dłoń. Jestem wdzięczny spotkanym ludziom, za pozdrowienia, uśmiechy, miłe słowa.
Szkoda, że ta przygoda się skończyła. Ale już jest w głowie plan przejścia w przyszłym roku – w drugą stronę, od Ustronia do Wołosatego. I oczywiście kolejny raz będzie klasycznie – z plecakiem, dzień po dniu, w 19-20 dni. Jeśli będzie taka możliwość, będę wdzięczny. Jeśli życie potoczy się inaczej – będę miał w pamięci ten rok i to łączone przejście.
W artykule powinny być zdjęcia :) No to są – ale tym razem bez opisów, bez komentarza. Kto przeszedł GSB, może rozpozna miejsca i widoki. Kto nie miał okazji wędrować – niech te zdjęcia będą zachętą.
Do zobaczenia na szlaku w 2021!
koniec
2 października 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Drzewo genealogiczne książąt pomorskich; rycina, 1608<br/>W zbiorach Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego<br/>fot. za zbc.ksiaznica.szczecin.pl

Korzenie: Drzewo genealogiczne, cz.1: W górę, w dół i na boki
Wojciech Gołąbowski

25 XI 2020

Zaczyna się niewinnie. Po krótkim opisaniu siebie dodajesz rodziców, rodzeństwo, może dzieci. Dziadków. Szwagrów, ciocie, wujków, kuzynostwo. Ani się spostrzeżesz, twoje drzewo genealogiczne jest tak duże, że nie mieści się na pojedynczej kartce.

więcej »
Drewniane figury pod Rymanowem Zdrój – lekcja tolerancji<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
Marcin Grabiński

20 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 7 jest nią Z jak Zdrój. Dzisiaj poznamy odpowiedź na dylemat dręczący nas od podstawówki – po co nam ‘H’ i ‘CH’ skoro brzmią tak samo?

więcej »
Widok ogólny<br/>fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Roosevelt jest królem, a czołg skoczkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

15 XI 2020

Było pochmurno i wietrznie, a obszerny, nowoczesny budynek Centrum Kultury Filmowej wyglądał na całkowicie opustoszały. Echo naszych kroków odbijało się od ścian, kiedy – kierując się przyklejoną do ściany kartką ze strzałką – schodziłyśmy do piwnicy. Wkrótce ciemność pochłonęła wszystko, a włącznika światła na ścianie jakoś nie dało się namacać.

więcej »

Polecamy

GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa

Włóczykije:

GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 6: pod Tokarnią - Wisłoczek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 5: Duszatyn – pod Tokarnią
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 4: Cisna – Duszatyn
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne
— Marcin Grabiński

Główny Szlak Beskidzki – prolog
— Marcin Grabiński

Mount Kosciuszko
— Marcin Grabiński

W poprzek Tatr
— Marcin Grabiński

Zobacz też

Z tego cyklu

GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 6: pod Tokarnią - Wisłoczek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 5: Duszatyn – pod Tokarnią
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 4: Cisna – Duszatyn
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne
— Marcin Grabiński

Mount Kosciuszko
— Marcin Grabiński

W poprzek Tatr
— Marcin Grabiński

Źródła Sanu
— Marcin Grabiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.