Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: GSB – Etap 4: Cisna – Duszatyn

Esensja.pl
Esensja.pl
Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 4 jest nią J jak Jeziorka Duszatyńskie.

Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 4: Cisna – Duszatyn

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 4 jest nią J jak Jeziorka Duszatyńskie.
Przed lekturą niniejszego artykułu, zachęcam do zapoznania się z „GSB – Prolog” w którym wyjaśniam motywy przejścia 500km Głównym Szlakiem Beskidzkim oraz podzieliłem się założeniami i planem. W poprzednim odcinku opisałem Etap 3: Smerek – Cisna.
Etap 4 planowałem z metą w Komańczy, ale znalezienie noclegu w długi czerwcowy weekend, dodatkowo z Biegiem Rzeźnika, okazało się niewykonalne. Obdzwoniłem chyba wszystkie miejsca noclegowe w okolicy. Skończyło się na Latarni Wagabundy w Woli Michowej, dość daleko od czerwonego szlaku, co spowodowało znaczne utrudnienie logistyczne. Ale dzięki uprzejmości właściciela Latarni (zwózka z szlaku i podwiezienie z powrotem następnego dnia), udało się przezwyciężyć trudności.
Błoto na szlaku za Cisną<br/>fot. Marcin Grabiński
Błoto na szlaku za Cisną
fot. Marcin Grabiński
W etapie 4 towarzyszą mi Robert vel Traper i Jonasz. Po średnio przespanej nocy w Bacówce pod Honem, rano budzi nas deszcz bębniący o dach. Ale nie narzekamy, śniadanie o 6:00 i punkt 7:00 ruszamy na trasę. W czasie śniadania padał deszcz, ale jak tylko ruszyliśmy, wyszło słońce, które towarzyszyło nam już do końca dnia. Słońce jednak nie zdąży wysuszyć szlaków i dzień upłynie nam pod znakiem wszechobecnego błota, na dodatek wyślizganego przez setki stóp z Biegu Rzeźnika. Etap zaczyna się od krótkiego, ale ostrego podejścia na Hon i Wołosań. Ten drugi, z wysokością 1071m n.p.m. zostanie Szczytem Dnia. I jednocześnie ostatnim szczytem powyżej 1000m aż do Jaworzyny Krynickiej (na którą wejdę w etapie 11).
Pod szczytem Wołosań, 1071m<br/>fot. Marcin Grabiński
Pod szczytem Wołosań, 1071m
fot. Marcin Grabiński
Pomimo słonecznego ranka, na grzbiecie utrzymuje się chmurka. Jest przyjemnie chłodno, ale bezwietrznie. A las we mgle jest magiczny. Po osiągnięciu najwyższego punktu dnia, schodzimy do Przełęczy Żebrak. Wszędzie błoto. I towarzystwo ultra-maratończyków z Biegu Rzeźnika. Podziwiam kondycję i wytrzymałość, ale szczerze – wędrowanie po ubłoconym szlaku na którym odbywa się taka impreza staje się uciążliwe. W okolicach 12km marszu mijam się z biegaczem, z którym jedliśmy śniadanie. Wyszliśmy z Bacówki o tym samym czasie, ale w przeciwnych kierunkach. W czasie jaki mi zajęło przejście 12km, on przebiegł ok. 28km…
Przełęcz Żebrak<br/>fot. Marcin Grabiński
Przełęcz Żebrak
fot. Marcin Grabiński
Na Przełęczy Żebrak jest punkt wodopojowy dla „rzeźników” i jednocześnie to miejsce gdzie żegnamy biegaczy. Ulga! Dalej, aż do Jeziorek Duszatyńskich, będzie już pusto. Co oznacza przyjemną wędrówkę w lesie, w masywie Chryszczatej. Teren jest lekko pofałdowany, trochę w górę, trochę w dół, ale bez większych stromizn. Las ten kryje tajemnice – sporo (naliczyłem 9) krzyży upamiętniających żołnierzy wielu narodowości, którzy zginęli tam w czasie zimowej ofensywy 1914/15 w walkach między Rosją a Austro-Węgrami, w pierwszym roku I Wojny Światowej. Polacy walczyli i ginęli niestety bo obu stronach. Takich miejsc jest więcej na szlaku, ofensywa toczyła się na całej długości północnych Karpat. Kiedyś śmiertelni wrogowie, teraz leżą w w pokoju wspólnych grobach. Ofensywa karpacka żadnej ze stron nic nie dała, ale wielu żołnierzy zginęło tu, z dala od swoich bliskich, w obcej ziemi, walcząc w imię Cara / Keisera…
Jedna ze zbiorowych mogił żołnierzy poległych w czasie walk na froncie wschodnim IWŚ, 1914/15<br/>fot. Marcin Grabiński
Jedna ze zbiorowych mogił żołnierzy poległych w czasie walk na froncie wschodnim IWŚ, 1914/15
fot. Marcin Grabiński
Po chwili refleksji czeka nas zejście do Jeziorek Duszatyńskich. Przepiękne miejsce, powstałe w wyniku gigantycznego osuwiska ziemno-błotnego w 1907 roku. Osuwisko zabrało („zwiezło”) ok 12 milionów m3 ziemi. Dzisiaj to uroczy rezerwat przyrody znany jako Zwiezło. Przy jeziorkach bierzemy udział w akcji ratowniczej GOPR. „Bierzemy” to może za dużo powiedziane – po prostu pomagamy GOPR-owcom wnieść tobogan z poszkodowaną pod górę stromego, błotnistego jaru – quad nie dał rady. Dziewczyna wybrała się na spacer, nad jeziorkiem poślizgnęła się (buty chyba nie były odpowiednie do warunków…) i noga utknęła jej między konarami i w efekcie GOPR musiał ciąć piłą łańcuchową. Konary, nie nogę. I potem trzeba było ją zawieźć do drogi quadem z toboganem na przyczepce. Niestety stromy i wyślizgany błotem stok zagłębienia z jeziorkiem był przeszkodą nie do pokonania dla quada – pojazd ślizgał się, a momentami przód podnosił się do góry. Razem z 4 GOPR-owcami wzięliśmy tobogan w ręce i wynieśliśmy do drogi, gdzie quad już mógł pełnić swoją funkcję.
Jeziorka Duszatyńskie<br/>fot. Marcin Grabiński
Jeziorka Duszatyńskie
fot. Marcin Grabiński
To miejsce jest warte odwiedzenia, jeśli spędzamy wakacje w pobliżu, np w Komańczy. Od strony wsi Duszatyn prowadzi łatwa droga leśna. Uwaga: droga nie jest dostosowowana do wózków, ale piechurom nie sprawi trudności.
Dalej już tylko długie zejście do wsi Duszatyn, gdzie kończy się nasz dzisiejszy odcinek. Koniec odcinka GSB, ale dla nas to nie koniec wędrówki – musimy jeszcze dotrzeć do rozstaju dróg przy wsi Smolnik, skąd odbierze nas właściciel Latarni Wagabundy, naszego dzisiejszego noclegu (dziękujemy!). Robert wybiera szosę z 4 brodami (woda po kolana i płynie dość wartko po opadach), Jonasz i ja dajemy się skusić nieużywanym torom kolejki wąskotorowej. Początkowo wygląda to nieźle, tory są zarośnięte, ale jest wyraźna ścieżka i dobrze się idzie po podkładach. Niestety jest to ślepa uliczka, tory z czasem znikają w gęstwinie (bez maczety nie da rady…) i kończymy w chaszczach na podmokłej łące. Z trudem przedostajemy się do szosy (wiemy, że mamy ją po naszej lewej stronie) i dalej idziemy asfaltem. Mamy szczęście – zabieramy się na stopa… zaprzęgiem konnym z mocno wesołym towarzystwem emerytów (dziękujemy!).
Jeziorka Duszatyńskie<br/>fot. Marcin Grabiński
Jeziorka Duszatyńskie
fot. Marcin Grabiński
W pensjonacie mamy prywatną łazienkę (nie będzie to standard w czasie wędrowania GSB) z ciepłą wodą (to też nie zawsze będzie oczywiste). Na kolację zamawiamy „fuczki łemkowskie” – coś w rodzaju placków po węgiersku, tyle, że placki robione są z… kapusty kiszonej.
W następnym odcinku przejdę od Duszatyna do Przełęczy pod Tokarnią – opuszczę Bieszczady i wejdę w Beskid Niski.
koniec
30 października 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Alfabet EURO 2020
Joanna Kapica-Curzytek

15 VI 2021

Dla kibiców początkujących i zaawansowanych.

więcej »
Wschód słońca znad pasma Skrzycznego, widziany spod schroniska na Stożku<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 21: Stożek - Ustroń
Marcin Grabiński

26 II 2021

Każdy z 21 etapów mojego Głównego Szlaku Beskidzkiego ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 21go jest nią K jak KONIEC.

więcej »
Fragment szlaku pod Baranią Górą<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 20: Węgierska Górka – Stożek
Marcin Grabiński

19 II 2021

Każdy z 21 etapów mojego Głównego Szlaku Beskidzkiego ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu #20 jest nią Ś jak Śląski Beskid.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.