Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: GSB – Etap 6: pod Tokarnią - Wisłoczek

Esensja.pl
Esensja.pl
Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 6 jest nią W jak Wisłoczek. (Pewnie nie wiecie gdzie ten Wisłoczek – nie szkodzi, zapraszam do lektury)

Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 6: pod Tokarnią - Wisłoczek

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 6 jest nią W jak Wisłoczek. (Pewnie nie wiecie gdzie ten Wisłoczek – nie szkodzi, zapraszam do lektury)
Przed lekturą niniejszego artykułu, zachęcam do zapoznania się z tekstem „GSB – Prolog”, w którym wyjaśniam motywy przejścia 500km Głównym Szlakiem Beskidzkim oraz dzielę się założeniami i planem. W poprzednim odcinku opisałem Etap 5: Duszatyn – pod Tokarnią.
W etapie 6 towarzyszą mi po raz ostatni Robert vel Traper i Jonasz. Naszą bazą jest Wisłoczek. Przyjaciele odebrali nas z poprzedniego odcinka na nocleg, a rano odwieźli z powrotem do Woli Piotrowej. Przed nami krótkie dojście do czerwonego szlaku pod Tokarnią, a następnie lekkie, łatwe i przyjemne 20km górami do Wisłoczka. Lekkie i łatwe, bo idziemy głównie z górki lub po płaskim, a ostatnia część trasy z Puław Górnych prowadzi szosą. Wędrować po asfalcie nie lubię, ale w tym przypadku mówimy o drodze, która kończy się we wsi i nigdzie dalej nie prowadzi, dodatkowo jest niedziela, więc ruchu nie ma żadnego. Dzień jest pochmurny, lekko mży, co jest przyjemną odmianą po poprzednich upalnych odcinkach. Szczytem dnia zostaną Skibce (776m n.p.m.). Górka jest taka, że gdyby nie tabliczka informacyjna, nie zauważyłbym, że jestem na jakimkolwiek szczycie.
Wiata na szlaku<br/>fot. Marcin Grabiński
Wiata na szlaku
fot. Marcin Grabiński
W związku, z tym, że szlak jest prosty, przez mgłę widoków nie ma żadnych i spotykamy więcej owiec niż ludzi, dzisiejszy odcinek poświęcę na opisanie historii Wisłoczka. Jest to miejsce, gdzie duża Historia zmieniła lokalną historię, a lokalna historia wpisała się w Historię przez duże „H”. I miejsce, gdzie „obcy” stali się „swoi” – i to dwa razy.
Wisłoczek, tak jak pobliskie miejscowości Tarnawka (nieistniejąca już, zostało tylko cerkwisko) czy Puławy (zasiedlone ponownie), był oryginalnie zasiedlony przez Łemków. Jest to lud pasterski, przybyły do nas łukiem Karpat z dzisiejszej Rumunii – czyli dla nas „obcy”. Po drodze przyjęli język i religię od Rusinów, stąd też często nazywani są Rusnakami. Łemkowie wybrali puste wzgórza i doliny Beskidu Niskiego i osiedlali się w miejscach gdzie wcześniej nie dotarło osadnictwo słowiańskie (czyli polskie u nas, a słowackie po południowej stronie grani Karpat). Mieszkając w Rzeczypospolitej przez stulecia z „obcych” stali się „swoi”. Byli odrębną grupą, ze swoim językiem i zwyczajami, ale byli ściśle powiązani ekonomicznie z polską społecznością.
Szczyt Skibce<br/>fot. Marcin Grabiński
Szczyt Skibce
fot. Marcin Grabiński
Żyli tak sobie aż do końca II Wojny Światowej, kiedy to Historia zajrzała na te tereny i zmieniła ich historię. Podczas wycofywania się Armii Czerwonej w 1945r. na wschód, Łemkowie, mówiący językiem podobnym do dzisiejszego ukraińskiego, byli przez komisarzy politycznych „zachęcani” do przesiedlenia się na tereny Związku Radzieckiego. Wielu dało się namówić, część została. Ci, którzy zdecydowali się pozostać, niedługo później, w ramach akcji „Wisła”, zmuszeni byli przez władzę ludową do przeprowadzki na Mazury lub na zachód Polski. Było to pokłosie walk z UPA. Co prawda te toczyły się w Bieszczadach i na tereny Beskidu Niskiego nigdy nie dotarły, ale władze PRL zdecydowały profilaktycznie oczyścić teren z „podejrzanego elementu”. Łemków o zdanie nikt nie pytał. Ludowe Wojsko Polskie dawało mieszkańcom godzinę na spakowanie dobytku, ładowało wszystko na ciężarówki po czym niszczyło zabudowania. Do gruntu, nie pozostawiając nic poza murowanymi podpiwniczeniami i zasypanymi studniami. Po opuszczeniu Wisłoczka przez Łemków, natura zaczęła przejmować to co wcześniej zabrał jej człowiek. 25 lat wystarczyło by na miejscu wioski nie pozostał żaden ślad działalności ludzkiej, poza cmentarzem, gdzie ciągle są widoczne kamienne tablice nagrobkowe.
Tabliczka informacyjna przy resztkach cmentarza w Tarnawce<br/>fot. Marcin Grabiński
Tabliczka informacyjna przy resztkach cmentarza w Tarnawce
fot. Marcin Grabiński
Teraz musimy się w naszej historii przenieść na Zaolzie. Po ustaleniu granic między Polską a Czechosłowacją sporo Polaków zostało w czeskiej części Śląska – za Olzą. Wielu z nich było protestantami, na dodatek „ewangelicznymi” (nie mylić z kościołem ewangelicko-augsburskim), co powodowało, że nie byli częścią żadnego oficjalnie uznanego kościoła. Władzom CSRS uwierała obecność tego „obcego elementu” i Polaków spotykały różne szykany. W takiej atmosferze wśród polskich protestantów na Zaolziu pojawia się pragnienie by osiedlić się w Polsce. Jako ludzie głęboko wierzący, są przekonani, że jest to wola Boża. Tak jak kiedyś Izrael wyszedł z Egiptu do Ziemi Obiecanej, tak oni chcą wyjść z Czechosłowacji. Nie jest to jednak takie łatwe – nie mają Mojżesza, który by ich wyprowadził. Relacje polsko-czechosłowackie nie są proste, rok 1938 jest tam pamiętany i ciągle świeże są spory graniczne z 1945r. Dopiero po interwencji „zaprzyjaźnionych” wojsk w 1968r. władze Czechosłowacji zgadzają się na wyjazd niewygodnych Polaków, a z kolei władze PRL szukają osadników na tereny skąd wcześniej usunięto Łemków. W 1969r dochodzi do porozumienia i grupa Polaków z Zaolzia otrzymuje pozwolenie na wyjazd z Czechosłowacji oraz na osiedlenie się w Beskidzie Niskim. Tak powstaną trzy wioski – Wisłoczek, Puławy i Wola Piotrowa. „Obcy” ludzie z czasem staną się „swoi”.
Tabliczka informacyjna z historią Wisłoczka<br/>fot. Marcin Grabiński
Tabliczka informacyjna z historią Wisłoczka
fot. Marcin Grabiński
W rodzinie, u której mieszkałem, ta historia jest ciągle żywa. Żyją „pionierzy”, którzy zostawili swoje życie na gęsto zaludnionym Zaolziu i przyjechali w pusty Beskid Niski. W Czechosłowacji byli zatrudnieni głównie w przemyśle hutniczym, żyli w miastach, tu trafiają w miejsce gdzie nie ma nic. I to dosłowne NIC. Nie ma drogi, prądu, wody bieżącej, telefonu. Nie ma gdzie zamieszkać. Dostają przydział zachwaszczonych działek i zaczynają nowe życie. Pierwsze lata mieszkają w barakach-kontenerach przywiezionych z Czechosłowacji. Pracy tu nie ma, a ziemia kiepska pod uprawy. Jedyne co rośnie, to trawa. Postanawiają więc hodować krowy i żyć ze sprzedaży mleka. Stopniowo zaczną budować domy i zagrody dla bydła, a także kościół.
Kościół w Wisłoczku<br/>fot. Marcin Grabiński
Kościół w Wisłoczku
fot. Marcin Grabiński
Dzisiaj Wisłoczek to nieduża (kilkadziesiąt gospodarstw), ale schludna wioska. Równy asfalt i wszystkie udogodnienia cywilizacji – tylko z zasięgiem komórkowym jest problem, a sklep jest obwoźny. Gospodarze mają po 20-30 krów, co daje rodzinom stabilny dochód. Jest też spółdzielnia mleczarska, z ponad 150 krowami, czyli całkiem spore przedsiębiorstwo dające zatrudnienie kilkunastu pracownikom. Praca jest ciężka i uzależniona od kaprysów natury, ale mieszkańcy żyją z wdzięcznością za Boże błogosławieństwo.
Wisłoczek nie jest miejscowością turystyczną, nie ma tam hoteli/pensjonatów, ale mieszkańcy mają zwykle wolne pokoje do dyspozycji. Jeśli szukamy ustronnej lokalizacji na wypoczynek z dala od pędzącego życia, jest to miejsce idealne. Oprócz szlaków górskich i pobliskiego (2 godz. górami lub 20 minut samochodem) uzdrowiska Rymanów Zdrój, kilkadziesiąt minut na piechotę od Wisłoczka, w Rudawce, jest urokliwy przełom rzeki Wisłok z miejscem dogodnym do pływania i małą kamienistą ‘plażą’. Atutem na pewno jest zdrowa żywność. Wypiekany jest swojski chleb, warzywa pochodzą z przydomowych ogródków a gospodynie mają zapasy własnych przetworów. Co prawda ciepłego mleka „prosto od krowy” nie napijemy się, bo nikt tu już nie doi krów ręcznie. Pracownicy podłączają dojarki i mleko płynie do chłodni, skąd jest zabierane przez ‘mlekowóz’.
Przełom Wisłoka w Rudawce<br/>fot. Marcin Grabiński
Przełom Wisłoka w Rudawce
fot. Marcin Grabiński
Będąc w Wisłoczku warto przeczytać tablice informacyjne – tą przy kościele, a także tą przy dawnym cmentarzu Łemkowskim w Tarnawce. Powinniśmy szanować zarówno Łemkowską, milczącą spuściznę, jak i odwagę oraz determinację pionierów z Zaolzia. Warto odwiedzić to miejsce. Warto porozmawiać z ludźmi którzy tam mieszkają. I wyobrazić sobie jak przyjeżdżają – całymi rodzinami, z małymi dziećmi w październiku (sic!) do miejsca gdzie nie ma nic, poza zasypanymi studniami i budują dosłownie wszystko od zera. Dzisiaj widząc schludną wioskę trudno to sobie wyobrazić.
W następnym odcinku przejdę długi i mokry etap od Wisłoczka do (C)Hyrowej i opowiem czym się różni H od CH. Będzie mi towarzyszył Богдан.
koniec
13 listopada 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Cmentarz z IWŚ na Rotundzie<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 9: Bartne – Ropki
Marcin Grabiński

4 XII 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 9 jest nią R jak Rotunda i Ropki. Będzie o… pięknym cmentarzu oraz poznamy tajniki alfabetu używanego przez Łemków. I oczywiście, jak na Beskid Niski przystało, nie zabraknie błota i pustych szlaków.

więcej »

Korzenie: Drzewo genealogiczne, cz.2: Akta dziewiętnastowieczne
Wojciech Gołąbowski

2 XII 2020

Dane do drzewa genealogicznego najbliższych znamy sami lub możemy poznać, pytając rodzinę. Ale jeśli chcemy sięgnąć głębiej w odmęty czasu, warto znać języki obce. A przynajmniej ich alfabety.

więcej »
Dawna cerkiew w Chyrowej<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 8: Chyrowa – Bartne
Marcin Grabiński

27 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 8 jest nią H jak Hałbowska Przełęcz. A także jak (C)Hyrowa raz pisana przez samo H, raz przez CH. W poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się dlaczego uczniowie na dyktandach są torturowani dwoma zapisami tego samego (wydawałoby się) dźwięku.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.