Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa

Esensja.pl
Esensja.pl
Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 7 jest nią Z jak Zdrój. Dzisiaj poznamy odpowiedź na dylemat dręczący nas od podstawówki – po co nam ‘H’ i ‘CH’ skoro brzmią tak samo?

Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 7: Wisłoczek – Chyrowa

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 7 jest nią Z jak Zdrój. Dzisiaj poznamy odpowiedź na dylemat dręczący nas od podstawówki – po co nam ‘H’ i ‘CH’ skoro brzmią tak samo?
Przed lekturą niniejszego artykułu, zachęcam do zapoznania się z tekstem „GSB – Prolog”, w którym wyjaśniam motywy przejścia 500km Głównym Szlakiem Beskidzkim oraz podzieliłem się założeniami i planem. W poprzednim odcinku opisałem Etap 6: pod Tokarnią – Wisłoczek.
Przez błota Beskidu Niskiego od Wisłoczka do Krynicy Zdrój będzie mi towarzyszył Богдан, a więc wędrówka robi się międzynarodowa. Mamy dziś do przejścia 34km i dla mnie to będzie pierwszy raz z trasą ponad 30km w górach. Poprzednia najdłuższa to 26km. Podchodzę więc do tego etapu z pewną nieśmiałością i obawą czy dam radę. Z perspektywy pisania niniejszego artykułu, wiem, że 30km to sporo, ale absolutnie w zasięgu – i to zarówno w deszczu (jak etap 7) jak i w palącym słońcu (taki będzie przedostatni etap).
Baza namiotowa w Wisłoczku. Do mety GSB w Ustroniu jeszcze tylko 372km…<br/>fot. Marcin Grabiński
Baza namiotowa w Wisłoczku. Do mety GSB w Ustroniu jeszcze tylko 372km…
fot. Marcin Grabiński
Zaczynamy wcześnie. Na początek szybkie 2km asfaltem z noclegu w Wisłoczku do miejsca gdzie zostawiliśmy czerwony szlak. Jest to Studencka Baza Namiotowa. Pogoda deszczowa, ale baza jest zapełniona namiotami – aż trudno przejść nie zahaczając o linki czy śledzie. Zaraz za bazą mamy przedsmak tego co będzie nas czekać, z małymi wyjątkami, przez cały dzień – błoto, błoto, błoto. Tym razem jest to błoto prawie nietknięte ludzką stopą (butem?), nie jest więc wyślizgane jak to, z którym mieliśmy do czynienia w okolicach Cisnej. Błoto tutaj jest wsysająco-wciągające. Prawie każdy krok trzeba przemyśleć. Przydają się kijki – do badania głębokości i do uzyskania dodatkowych punktów oparcia.
Drewniane figury pod Rymanowem Zdrój – lekcja tolerancji<br/>fot. Marcin Grabiński
Drewniane figury pod Rymanowem Zdrój – lekcja tolerancji
fot. Marcin Grabiński
Z błotnistego lasu wychodzimy na mokrą łąkę, z której wchodzimy do… błotnistego lasu prowadzącego do Rymanowa Zdrój. Na jego skraju zatrzymujemy się – jest tam cerkwisko i trzy postaci wyrzeźbione w drewnie. Przedstawiają polskiego chłopa, łemkowskiego pasterza i żydowskiego karczmarza – reprezentantów trzech społeczności, które od wieków zgodnie mieszkały na ziemi Rymanowskiej (szerzej – w całym Beskidzie Niskim). Obok figur jest tabliczka z bardzo mądrym tekstem, mówiącym o tym jak „obcy” byli zarazem „swoi”. Zarówno Łemkowie jak i Żydzi różnili się od Polaków językiem, zwyczajami, religią, sposobem na życie. Rzadko dochodziło do mieszanych małżeństw, te trzy grupy żyły obok siebie. Ale nie w wrogości, a w harmonii. Potrzebowali siebie nawzajem i byli połączeni więzami ekonomicznymi.
Środkowa figura (Łemko) trzyma tabliczkę z tekstem o „obcych swoich”. Warto powiększyć i przeczytać<br/>fot. Marcin Grabiński
Środkowa figura (Łemko) trzyma tabliczkę z tekstem o „obcych swoich”. Warto powiększyć i przeczytać
fot. Marcin Grabiński
Богдан wyrywa mnie z zadumy – trzeba iść, bo to dopiero początek długiego dnia. Schodzimy do Rymanowa Zdrój – śpiącej jeszcze po szaleństwach piątkowych dancingów miejscowości uzdrowiskowej. Za Rymanowem przechodzimy przez kolejne uzdrowisko – Iwonicz Zdrój. Oba miasteczka umiejętnie połączyły XIX-wieczną spuściznę z nowoczesnością. Sądząc po tabliczkach informacyjnych, wiedzą tutaj jak sięgnąć po fundusze unijne (więcej zdjęć z obu miejscowości zdrojowych w oryginalnym poście na Blogu Włóczykijów). Od Iwonicza Zdrój mamy dłuższy odcinek po asfalcie – który jest dla nas ulgą od błota. Przechodzimy przez wieś Lubatowa i rozpoczynamy wspinaczkę na Cergową – górę której 716m n.p.m. wystarcza do zdobycia tytułu Szczytu dnia.
Park Zdrojowy w Iwoniczu Zdrój<br/>fot. Marcin Grabiński
Park Zdrojowy w Iwoniczu Zdrój
fot. Marcin Grabiński
Cergowa to góra, którą na długo zapamiętam. Niby nic, trochę ponad 700m, ale podejście od strony Lubatowej to 100m „ściany płaczu”. Bardzo, bardzo strome, na dodatek błotniste. Gdyby nie kijki, wchodziłbym na czworakach. Trzeba planować każdy krok od kamienia do korzenia, by znaleźć podparcie dla stóp. Na pokonanie 100m podejścia potrzebowałem prawie 10 minut… Żadna inna góra, łącznie z najwyższą na szlaku Babią Górą (1725m n.p.m.) nie była dla mnie tak uciążliwa. Na szczycie Cergowej jest wieża widokowa, ale szczyt jest spowity mgłą, więc nie wchodzę na platformę.
Zejście z drugiej strony Cergowej jest dużo łagodniejsze. Ale chyba mało uczęszczane, bo na końcu musimy się przedzierać przez gęste chaszcze. Chodzę w góry w długich spodniach, więc kończy się tylko na paru zadrapaniach na rękach. Szlak schodzi do Przełęczy Dukielskiej (a konkretnie Nowej Wsi), która jest najniższą przełęczą (500m n.p.m.) w głównym grzbiecie Karpat. Przez przełęcz przechodzi ruchliwa DK19, tzw „Trakt Węgierski”, prowadząca do przejścia w Barwinku.
Wieża widokowa na szczycie Cergowej<br/>fot. Marcin Grabiński
Wieża widokowa na szczycie Cergowej
fot. Marcin Grabiński
Szlak skręca w prawo, w las i pod górę. Dochodzimy do pustelni św. Jana z Dukli (nie wiedziałem o istnieniu takiegoż!). Pustelnia nas nie interesuje, ale źródełko i owszem. Krystaliczna i oczywiście bardzo zimna woda uzupełnia nasze bidony. Tu pozwolę sobie na małe wtrącenie. W połowie września Głównym Szlakiem Beskidzkim szła holenderka, autorka bloga podróżniczego „Budget Bucket List”. W odróżnieniu od mojego, jej GSB był spontaniczny, bez zaplanowanych noclegów. Wraz z kolegą mieli namiot i niezbędny ekwipunek biwakowy. Pod pustelnią w Dukli kończył im się dzień i postanowili rozbić się tam. Chcieli zakonników po prostu zapytać, czy na terenie pustelni można rozbić namiot, a dostali pokój, ciepły prysznic i gorącą kolację – za darmo. Moja znajoma była bardzo pozytywnie zaskoczona takim ewangelicznym podejściem do wędrowców.
Pustelnia św. Jana z Dukli<br/>fot. Marcin Grabiński
Pustelnia św. Jana z Dukli
fot. Marcin Grabiński
My w Dukli byliśmy wczesnym popołudniem i oczywiście idziemy dalej, na zaplanowany nocleg do (C)Hyrowej. I tu muszę wyjaśnić o co chodzi z tą dziwaczną pisownią. Otóż, wioska nazywa się Chyrowa, ale schronisko nosi nazwę „pod Hyrową”. W schronisku pracuje przemiła pani Ludmiła, Słowaczka, którą losy rzuciły w Beskid Niski. Po obfitym i pysznym obiedzie zapytałem ją skąd różnice w pisowni. I pani Ludmiła wyjaśniła, że dawniej wieś nazywała się Hyrowa, potem na mapach pojawiło się „C” i zrobiła się Chyrowa. Te dwie nazwy, wypowiedziane przez Słowaczkę, brzmiały wyraźnie różnie. Zwróciłem na to uwagę Bogdanowi – ale dla Ukraińca to była „oczywista oczywistość”. W codziennym języku polskim zatraciliśmy różnicę między CH a H. To drugie oryginalnie było wypowiadane gardłowo, z przydechem. Dla Słowaków i Ukraińców to rozróżnienie językowe ciągle istnieje, jest naturalne i mają dwie różne zgłoski. Dla znających język ukraiński pomocna będzie informacja, że H jest bardziej dźwięczne i odpowiada ukraińskiej głosce г, natomiast CH odpowiada głosce х. My ujednoliciliśmy wymowę i obie wypowiadamy tak samo, ale ‘zapomnieliśmy’ o pisowni i w efekcie uczniowie w podstawówce mają problem jak pisać. Patrząc na posty/komentarze w mediach społecznościowych, niektórym ten problem towarzyszy także w dorosłym życiu. Jak więc powinno brzmieć H? Polecam ekspercką wykładnię w wykonaniu Macieja Orłosia. Na przykładzie frazy „chamska hołota” znany prezenter telewizyjny wyjaśnia różnicę (posłuchajcie od 5:34m). Ta historia z H i CH tak mnie zafascynowała, że ‘H’ zostanie literką-sponsorem kolejnego etapu!
Widok z tarasu schroniska pod Hyrową<br/>fot. Marcin Grabiński
Widok z tarasu schroniska pod Hyrową
fot. Marcin Grabiński
W następnym odcinku będę chciał przejść kolejny długi i mokry etap od (C)Hyrowej do Bacówki w Bartnem. Będę chciał, bo nie przejdę. Dlaczego? Musicie poczekać do kolnego piątku! Dalej będzie mi towarzyszył Богдан.
Dla zainteresowanych wysłuchaniem moich opowieści o wędrówce Głównym Szlakiem Beskidzkim, wspólnie z Miejską Biblioteką Publiczną w Czeladzi, filia nr 2, prowadzę cykl 10 spotkań online, w którym opowiadam o mojej wędrówce. W momencie oddawania tego artykułu „do druku”, dostępna jest część pierwsza (Bieszczady). W sekcji „Filmy” („Videos”) strony Klubu Włóczykijów na FB będą archiwizowane kolejne odcinki. Transmisje online na stronie Klubu Włóczykijów na FB i tamże informacja o terminach.
koniec
20 listopada 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Cmentarz z IWŚ na Rotundzie<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 9: Bartne – Ropki
Marcin Grabiński

4 XII 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 9 jest nią R jak Rotunda i Ropki. Będzie o… pięknym cmentarzu oraz poznamy tajniki alfabetu używanego przez Łemków. I oczywiście, jak na Beskid Niski przystało, nie zabraknie błota i pustych szlaków.

więcej »

Korzenie: Drzewo genealogiczne, cz.2: Akta dziewiętnastowieczne
Wojciech Gołąbowski

2 XII 2020

Dane do drzewa genealogicznego najbliższych znamy sami lub możemy poznać, pytając rodzinę. Ale jeśli chcemy sięgnąć głębiej w odmęty czasu, warto znać języki obce. A przynajmniej ich alfabety.

więcej »
Dawna cerkiew w Chyrowej<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 8: Chyrowa – Bartne
Marcin Grabiński

27 XI 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 8 jest nią H jak Hałbowska Przełęcz. A także jak (C)Hyrowa raz pisana przez samo H, raz przez CH. W poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się dlaczego uczniowie na dyktandach są torturowani dwoma zapisami tego samego (wydawałoby się) dźwięku.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.