Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Generalnie wszystko zależy…

Esensja.pl
Esensja.pl
Egri Bikaver Ensemble
1 2 »
Egri Bikaver Ensemble – grupa owocowa – aromatyzowana,
Pochodzenie: południowy stok Górki Gdańskiej
Rocznik: 2003
Kolor: czarno-biały
Smak: wytrawnodęty, zawiera najszlachetniejsze brzmienia.
Pojemność: babeczka z rodzynkami (8 chłopa) i buteleczki (42 szt.)
Temperatura podawania: pokojowa

Egri Bikaver Ensemble

Generalnie wszystko zależy…

Egri Bikaver Ensemble – grupa owocowa – aromatyzowana,
Pochodzenie: południowy stok Górki Gdańskiej
Rocznik: 2003
Kolor: czarno-biały
Smak: wytrawnodęty, zawiera najszlachetniejsze brzmienia.
Pojemność: babeczka z rodzynkami (8 chłopa) i buteleczki (42 szt.)
Temperatura podawania: pokojowa
© Jakub Pierzchała
© Jakub Pierzchała
Sala Zielona Duszpasterstwa Akademickiego „Górka” w Gdańsku Głównym, środa 13.04, godzina 20.07. Czterech panów i jedna dziewczyna siedzi przy stole, dwóch zasiada na kanapce, a jeden przytula się do stojącego przy niej wieszaka…
Agnieszka Kawula: Jak doszło do tego, że zaczęliście grać na butelkach?
Bogna Czerwińska: To było w długi majowy weekend w 2003 roku, podczas wyjazdu wypoczynkowego z duszpasterstwa do Krosinka pod Poznaniem. Jeden wieczór spędziliśmy z winem… Dużo nas wtedy było, zostało sporo butelek, a najwięcej po Egri Bikaver właśnie… i tak spontanicznie zaczęliśmy na nich grać. Chłopcy dmuchali w puste butelki, potem dołączyłam się ja i pokazywałam im kto i kiedy ma dmuchać. Powstała fajna improwizacja, a ponieważ mieliśmy z tego świetną zabawę, postanowiliśmy pokazać co potrafimy naszym znajomym. To był pierwszy koncert, butelki w ogóle nie były nastrojone, a my graliśmy nieartykułowane dźwięki.
AK: A jak się stroi butelki?
Paweł Zawada: Stroimy je wodą, pomaga nam w tym syntezator. Wysokość dźwięku zależy od tego ile jest wody w butelce. Im więcej wody, tym wyższy dźwięk.
Marcin Szczygieł: Oczywiście trochę się przy tym kłócimy, bo to nie jest takie proste. Wiele zależy od temperatury wody i otoczenia, a kilka kropel robi znaczną różnicę w wysokości dźwięku.
Bogna: Ale też wiele zależy od samej butelki. Najlepsza jest taka ze smukłą szyjką. Każdą się inaczej stroi. (Tu podnoszą się protesty męskiej części, że są przecież różne szkoły… i generalnie wszystko zależy…). Wszystkie instrumenty mają nalepki z nazwami dźwięków, które pokazują wysokość wody, jaka powinna być w butelce, żeby osiągnąć dany ton.
Marcin: Ale to też zależy…
AK: Jak często w takim razie stroicie?
Bogna: Dopóki nie zakwitnie (wybuch śmiechu). Nie, nie… Generalnie zawsze stroimy przed każdym koncertem.
Marcin: Czasem też prowadzimy różne badania biologiczne. Mamy jedną butelkę z korkiem w środku, on ma futerko i przechodzi kolejne stadia ewolucji, nie wiemy, co z tego będzie, ale na razie czekamy i może dlatego zespół jeszcze istnieje. To taka nasza maskotka.
AK: Ile macie butelek?
Bogna: Trzy pełne oktawy, czyli 42 butelki. Niektóre dźwięki są podwójne, więc generalnie instrumentów mamy więcej – około 60.
AK: Jesteście podzieleni na sekcje dźwiękowe.
Bogna: Tak. Jest sekcja basistów, którzy siedzą przy stoliku, mają własne nuty i właściwie grają sobie sami i jest sekcja sopranów, którymi dyryguję. Wystarczy, że panowie patrzą na mnie, wtedy wiedzą w którą butelkę dmuchnąć. Są przecież utwory, gdzie jedna osoba musi panować nawet nad pięcioma butelkami sopranowymi, a w basach to już w ogóle jest siedem, osiem i do tego jest potrzebny stół. Paweł to nasz mistrz butelek basowych.
Marcin: A przy okazji to taki dobry wujek. Zawsze godzi wszystkie spory. Przypomina mi się sytuacja z wyjazdu do Frankfurtu… Mieliśmy ze sobą mnóstwo mleka w proszku i płatki kukurydziane. Dzień w dzień były płatki na śniadanie, a trzeba zaznaczyć, ze były to najohydniejsze płatki! Każdego wieczoru jeden z nas był wydelegowany do rozpuszczania tego mleka w wodzie, a rano musiał wstać pół godziny wcześniej i to zagrzać dla wszystkich. Winę za te okropności ponosi Andrzej, bo to on robił zakupy i wyszedł z założenia, że płatki z mlekiem są zdrowe i pożywne… W każdym razie przy jednym śniadaniu padło pytanie: Kto produkuje to gówno?! Paweł zaś w tym samym momencie powiedział: Mmmm, bardzo smaczne, najadłem się, dziękuję.
Bogna: To było okropne, naprawdę. Paweł jest też aranżerem i to on rozpisuje wszystkie utwory. Mamy jeszcze samozwańczą sekcję gimnastyczną. Chłopcy mają czasem jazdę i chodzą na rękach. Oni się wygłupiają, a ja nie mogę ich przywołać do porządku.
Maciej Sawicki: Bo sama nie próbowałaś, więc nie wiesz jakie to fajne…
Bogna: No tak, ty jesteś mistrzem sekcji sportowej.
Andrzej: Maciek jest naszym buntownikiem, jest jak James Dean…
AK: Jak dalej przebiegała wasza kariera?
Marcin: Najpierw graliśmy dla znajomych i zaczynaliśmy od Panie Janie czy Małej żabki. Potem wyszliśmy na ulicę, pojawiły się pierwsze tantiemy, zaproszenia, pracowaliśmy, pojawiły się kolejne zaproszenia.
Bogna: Teraz gramy w zasadzie wszystko, od Eine Kleine Nachtsmusik, Cztery pory roku, Greka Zorbę, Skrzypka na dachu czy Różową Panterę aż po Smoke on the Water i Always Look on the Bright Side of Life.
Andrzej Pawłowicz: Nawet Reksia gramy! Facetów w czerni, muzykę z westernów czy Mission Impossible.
AK: Nic dziwnego, że dostaliście się do ścisłego finału PaKI.
Andrzej: Ale to był przypadek, w zasadzie zmuszono nas do tego! Występowaliśmy jako goście w Teatrze Miniatura na Przeglądzie Teatrów i Kabaretów „Wyjście z cienia” i tam jury powiedziało, że jesteśmy kabaretem i mamy uczestniczyć w przeglądach. Takie było życzenie jury w werdykcie, żeby Egri Bikaver zaczął występować jako kabaret. Przychyliliśmy się do tego, stwierdziliśmy, że nie będziemy się rozdrabniać i od razu jedziemy na PaKĘ. 22 maja będzie finał.
© Marcin Szczygieł
© Marcin Szczygieł
Bogna: W ogóle to jesteśmy kontrowersyjnym zespołem. Niektórzy uważają, że nie jesteśmy kabaretem, sami też nie jesteśmy o tym przekonani. Ale jak już jury chce… Różnie nas nazywają, nawet orkiestrą symfoniczną. W Wiedniu ktoś właśnie tak nas zapowiedział…
Raz podszedł do mnie na „Wyjściu z cienia” jakiś pan i powiedział, że jesteśmy dobrzy. No podszedł to podszedł, często tak mam, więc milczałam i grzecznie słuchałam. Chyba się zreflektował, że tak trochę go zbywam, aż w końcu przedstawił się: Rafał Kmita, jestem jurorem wielu przeglądów. Czasami tak mamy, przedstawiają się nam ludzie ze środowiska kabaretowego i teoretycznie powinniśmy ich znać…
Andrzej: Raz po przeglądzie w Krakowie zaczepili nas tamtejsi dziennikarze z radia, zagraliśmy totalnych laików. Mateusz powiedział, że on w zasadzie kojarzy Grzegorza Halamę i trochę Ani Mru-Mru. Oczywiście w środowisku wszyscy tak naprawdę znają się i interesują innymi zespołami.
AK: A jak sobie radzicie z konkurencją? Staracie się za wszelką cenę wypaść jak najlepiej?
Andrzej: Nam naprawdę nie zależy na sławie. Nasz zespół powstał na luzie i nie mamy takich scen, że wszystko musi wyjść super, bo inaczej klapa i wielkie nieszczęście. Podchodzimy do tego wszystkiego z bardzo dużym dystansem i na luzie, jak się uda to fajnie, a jak nie, to nie jest źle.
AK: Czyli nie wiążecie z tym przyszłości?
Bogna: To jest nasze hobby i frajda, a każdy z nas ma swoje studia, pracę i inne obowiązki. Po prostu to przygoda życia.
AK: Jak często się w takim razie spotykacie?
Marcin: Przed koncertami jest pospolite ruszenie i staramy się spotykać często, ale normalnie raz na tydzień, choć to różnie bywa. Ciężko jest zebrać dziewięć osób. W zasadzie spotykamy się wieczorami, siedzimy tu po nocach.
AK: No właśnie, dlaczego akurat w tym miejscu?
Marcin: Jesteśmy z duszpasterstwa i korzystamy z dobrodziejstw o. Cypriana Klahsa. Ojciec udziela nam błogosławieństwa przed każdym koncertem. Raz była nawet taka zabawna sytuacja. Przed wejściem do samochodu mówię: Pobłogosław mnie ojcze. Ojciec pobłogosławił, a ludzie zaczęli krzyczeć: Marcin się żeni! Od razu musiałem zdementować te plotki. Nadal szukam żony… To pani już kończy ten wywiad tak?
Andrzej: Ale dzięki ojcu mamy właśnie tę wspaniałą bazę. Tu się spotykamy, gramy i przechowujemy sprzęt. W ogóle cały zespół powstał dzięki duszpasterstwu.
AK: Jakie zadanie pełni wasza garderobiana.
Andrzej: Justyna Kuklo jest filarem zespołu. Dba o to jak wyglądamy, co jest istotną częścią naszego występu. Najpierw były zrobione własnoręcznie cylindry, a teraz to już pełna elegancja. Mamy nawet pudełka na kapelusze, skrzynki na butelki też sami robiliśmy, mamy własne logo no i stronę internetową.
AK: To jak wyglądacie?
Bogna: Panowie są w garniturach bez marynarek, w kamizelkach, białe koszule i cylindry. A ja, też mam taki strój…
Maciej: No i jak na kobietę przystało, zawsze się stroi i najdłużej siedzi w łazience. Z ciekawostek, to miała starego trabanta pomalowanego w krowę, czyli czarne łaty. Teraz ma nowego i też go planuje pomalować w krowę.
AK: A macie jakąś choreografię?
Marcin: Oczywiście i to nawet rozbudowaną (chóralny, porozumiewawczy śmiech). Ktoś, kiedyś powiedział, że najlepiej wchodzimy i schodzimy ze sceny. Mamy to opanowane do perfekcji!
AK: Gdzie was można było dotychczas zobaczyć?
Bogna: W wakacje byliśmy samochodem na tournee po ulicach Europy i mieszkaliśmy u znajomych. Byliśmy w Wiedniu, Frankfurcie, Lucernie, Strasburgu, Zaltzburgu. Graliśmy na ulicach i tak zarabialiśmy na wakacje.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jacek Sikora, TOO MUCH OF YOU, acrylic on canvas, 80×100cm, 2016

W końcu wiem, co chciałbym pokazać
Jacek Sikora

1 XII 2016

Jacek Sikora – malarz, aktor, podróżnik. Twórca sennych krajobrazów, nostalgicznych portretów, monochromatycznych aktów. Jego twórczość sytuuje się na pograniczu figuratywności i abstrakcji, statyczności i dynamiki, subtelności i ekspresji. Esencją jego prac, w których temat podporządkowuje się kompozycji, jest niezmiennie rozedrgana materia oraz gra świetlnych refleksów. O ewolucji warsztatu malarskiego, wpływu podróży na charakter sztuki oraz plany związane z dalszą działalnością artystyczną (...)

więcej »
Fot. za facebook.com

Ukryte znaczenia
Jadwiga Maj

30 IX 2016

O swoim malarstwie artystka rozmawia z Różą Jachyra.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia

Miejsca, które warto odwiedzić:

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.