Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Sissay Meniwab

ImięSissay
NazwiskoMeniwab

Komercja mnie nie pociąga

Esensja.pl
Esensja.pl
Sissay Meniwab
– Jako etiopscy Żydzi staramy się pielęgnować nasze tradycje tak, by przetrwała pamięć o naszych przodkach – mówi Sissay Meniwab z Beta Dance Troupe, grupy tanecznej etiopskich Żydów, która w ubiegłym roku wystąpiła w Polsce. Opowiada też o magii eskesty i bolesnych wspomnieniach z przeszłości.

Sissay Meniwab

Komercja mnie nie pociąga

– Jako etiopscy Żydzi staramy się pielęgnować nasze tradycje tak, by przetrwała pamięć o naszych przodkach – mówi Sissay Meniwab z Beta Dance Troupe, grupy tanecznej etiopskich Żydów, która w ubiegłym roku wystąpiła w Polsce. Opowiada też o magii eskesty i bolesnych wspomnieniach z przeszłości.

Sissay Meniwab

ImięSissay
NazwiskoMeniwab
Michał Hernes: Można odnieść wrażenie, że w tańcu najważniejsze są ruchy nóg. Tymczasem w języku arhamskim eskesta oznacza „taniec ramion”. Dlaczego ramiona i głowa są tak ważne?
Sissay Meniwab: Sposób, w jaki tańczy się w Etiopii, opiera się przede wszystkim na ruchach ramionami. Taka forma tańca jest tam najbardziej znana. Oczywiście obowiązują też tańce, w których główną rolę odgrywają nogi i inne części ciała. Abstrahując od tego, to właśnie „taniec ramion” należy uznać za coś, czym żyje cały ten afrykański kraj.
MH: Czemu wybrał Pan właśnie taką formę ekspresji?
SM: Bo lubię ją i podejrzewam, że nigdy mi się nie znudzi. W naszej ojczyźnie wszyscy tańczą w czasie różnych świąt i ważnych imprez. To taki radosny aspekt tamtejszej kultury, którym zajmowałem się od dziecka. W dorosłym życiu pielęgnowałem swój talent i teraz jestem półzawodowym tancerzem. Zresztą to samo mogę powiedzieć o wszystkich koleżankach i kolegach z mojej grupy. Osobiście tańczę, gdyż sprawia mi to olbrzymią frajdę. To swego rodzaju język, którym chcemy przekazać naszej widowni pewne przesłanie. Mówiąc szczerze, nie wyobrażam sobie siebie bez tego wszystkiego. To tak jak ryba bez wody.
Fot. © www.beta-eskesta.com
Fot. © www.beta-eskesta.com
MH: Nie myślał Pan kiedyś, że komercyjny taniec jest bardziej atrakcyjny?
SM: Nawet jeśli faktycznie wygląda atrakcyjniej, to z góry mówię, że mnie to nie pociąga i nigdy nie pociągało. Ludzie uprawiają komercję, żeby dostarczyć innym rozrywki i zarobić bardzo dużo pieniędzy. To, co robimy, uważam za coś bardziej zbliżonego do dzieła sztuki. W takiej formie wyrażania siebie dostrzegam więcej głębi. Przynosi mi to ogromną satysfakcję. Mimo wszystko komercja też jest na swój sposób ważna w życiu każdego człowieka.
MH: Proszę mi opowiedzieć o waszej historii. Wiem, że w wyniku operacji Salomona i Mojżesza musieliście opuścić wasz kraj. Zginęło też wiele bliskich wam osób…
Fot. © www.beta-eskesta.com
Fot. © www.beta-eskesta.com
SM: Jako etiopscy Żydzi staramy się pielęgnować nasze tradycje tak, by przetrwała pamięć o naszych przodkach. Jak wspomniałeś, po obu tych operacjach przesiedlono nas do Izraela. W pewnym sensie było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Przybyliśmy przecież do zupełnie obcego nam kraju. Operacja Mojżesz to był koszmar – przez dłuższy czas poruszaliśmy się na piechotę i kosztowało nas to sporo sił. Chodzi mi o drogę z Etiopii do Sudanu. Plan Salomon należał do prostszych – ludzie zostali przetransportowani za pomocą helikopterów.
MH: Czy było wam trudno przenieść się z biednej Afryki do znacznie bogatszego Izraela?
SM: Wspomniałem już, że nie mogliśmy nie dostrzec pewnych znaczących różnic. Miewaliśmy dobre i złe dni. Nie zmienia to faktu, że przystosowanie się do nowej rzeczywistości nie było łatwą sprawą. Przy okazji chciałbym podkreślić, że Izraelczycy byli dla nas bardzo mili i ciepło się do nas odnosili. W pewnym sensie mamy żydowskie korzenie, więc przyjęli nas z otwartymi rękami i czuliśmy się tam jak w domu. Żadna emigracja nie jest łatwa. Na szczęście z czasem się przystosowaliśmy.
MH: Nie mieliście problemów z językiem angielskim?
Fot. © www.beta-eskesta.com
Fot. © www.beta-eskesta.com
SM: Przed wyjazdem znaliśmy podstawowe zwroty typu: „cześć!” i „jak się masz?”. Reszty nauczyliśmy się w izraelskiej szkole i w czasie zwyczajnego życia, wykonywania prozaicznych czynności.
MH: W Izraelu nie jest bezpiecznie i w każdej chwili człowiek może zginąć. Boicie się czasem o swoje życie?
SM:To bez wątpienia jeden z ważniejszych izraelskich problemów. Staramy się po prostu z tym żyć i jakoś nam się to udaje. Z drugiej strony to bardzo smutne, gdy co chwilę słychać o śmierci jakichś ludzi. Każdy stara się podchodzić do tego na zasadzie, że nic się nie stało. Próbują zapomnieć, skupić się na czymś innym. Do tego naprawdę można się przyzwyczaić.
MH: Myśli Pan czasem o swojej ojczyźnie?
SM: Tak, wysyłam znajomym pieniądze i staram się raz do roku do nich polecieć. To dla mnie dobre, że mogę odwiedzać Etiopię. Dzięki temu mam pewność, że nigdy nie zapomnę, jak wygląda moja ojczyzna.
MH: Czy słyszał Pan o akcji Boba Geldofa?
SM: Nie, na czym to polega?
MH:Słynni piosenkarze śpiewają i zbierają pieniądze na rzecz państw afrykańskich.
Fot. © www.beta-eskesta.com
Fot. © www.beta-eskesta.com
SM: Nie potrafię nic na ten temat powiedzieć, ale znam kilku słynnych etiopskich piosenkarzy. Myślę, że muzyka jest bardzo ważnym elementem naszego życia.
MH:Do Wrocławia przyjechał Pan na Brave Festival. Będzie pan miał czas, by obejrzeć występy innych?
SM: Myślę, że tak. W poprzednim polskim mieście [Szczecinie – przyp. red.] udało nam się je zobaczyć. Zobaczyliśmy muzyków z Tajlandii. Było to sympatyczne i cieszę się, że mogłem się im przyjrzeć.
MH: Które miasto jest ładniejsze – Szczecin czy Wrocław?
SM: To, w którym się aktualnie znajdujemy, na pewno jest duże. W Szczecinie możesz spokojnie przespacerować się z jednego końca miasta na drugie. Widzę, że pod tym względem się od siebie różnią. We Wrocławiu jest więcej atrakcji i mieszka większa liczba ludzi.
MH: Co może mi Pan powiedzieć o Ruth Eshel?
SM: Jest naszym choreografem i częścią zespołu. Jesteśmy jak jedna wielka rodzina i czujemy się z tym bardzo dobrze.
MH: Złości się czasem na was?
SM: (śmiech) Tak, ale my na nią od czasu do czasu też.
• • •
Sissay Meniwab – urodził się w 1979 roku w Asmarze (obecnej Erytrei). Przybył do Izraela po operacji Salomona. Ukończył Departament Edukacji i Socjologii. Należy do Beta Dance Troupe, grupy tanecznej etiopskich Żydów, którzy w ubiegłym roku wystąpili w Polsce.
koniec
21 stycznia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jacek Sikora, TOO MUCH OF YOU, acrylic on canvas, 80×100cm, 2016

W końcu wiem, co chciałbym pokazać
Jacek Sikora

1 XII 2016

Jacek Sikora – malarz, aktor, podróżnik. Twórca sennych krajobrazów, nostalgicznych portretów, monochromatycznych aktów. Jego twórczość sytuuje się na pograniczu figuratywności i abstrakcji, statyczności i dynamiki, subtelności i ekspresji. Esencją jego prac, w których temat podporządkowuje się kompozycji, jest niezmiennie rozedrgana materia oraz gra świetlnych refleksów. O ewolucji warsztatu malarskiego, wpływu podróży na charakter sztuki oraz plany związane z dalszą działalnością artystyczną (...)

więcej »
Fot. za facebook.com

Ukryte znaczenia
Jadwiga Maj

30 IX 2016

O swoim malarstwie artystka rozmawia z Różą Jachyra.

więcej »

Cyniczna chęć uczynienia świata bezpieczniejszym
Andrew Bovell

29 X 2014

„Po jedenastym września utraciliśmy zdolność do rozpoznawania niewinności. Jesteśmy zbyt podejrzliwi” – mówi australijski dramaturg i scenarzysta, Andrew Bovell, autor scenariusza do filmu „Bardzo poszukiwany człowiek” i dramatu „Językami mówić będą”.

więcej »

Polecamy

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia

Miejsca, które warto odwiedzić:

Wielka historia i jeszcze większa nie-historia
— Wojciech Gołąbowski

Palisada nad Olzą
— Wojciech Gołąbowski

Małysz w drewnie i czekoladzie
— Wojciech Gołąbowski

Jurajskie Betlejemowo
— Wojciech Gołąbowski

Co dwa młyny to nie jeden
— Wojciech Gołąbowski

Dziewczyna z końskim ogonem w garści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
— Wojciech Gołąbowski

Osiemset lat w 4½ godziny
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fauna i flora morska na Podbeskidziu
— Wojciech Gołąbowski

Tajemnice wschodniej strony Wisły
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.